Witam wszystkich czytelników, zarówno, tych co nie jeżdżą a lubią poczytać i wytrawnych sakwiarzy, a znam kilkunastu z facebooka i osobiscie.😁 La Relacion z mojej Wyprawy.
A to........ Ja 1 dzien wyprawy 20.06.2015. Jelenia Góra- Ceska Skalice 111km Mieszkam w Zielonej Górze, stąd dojechałem, szynobusem do Jeleniej Góry, by stąd wystartować. Wysiadłem na dworcu i zaczęła mnie głowa strasznie boleć, wiadomo czemu, różnica ciśnień, poniżej kilka fot z miasta.
Słonko też byłoRynek powyżej
Parada rowerowa
![]() |
| Dotarlem |
Wysiadłem z szynobusa pogoda kiepska, wiało, do tego czasem padało, brr, patrzyłem czy wszystko mam no i ruszyłem do centrum Jeleniej Góry i zauważyłem, co chwilę rowerzystki i rowerzysci prawie wszyscy w niebieskich koszulkach, pózniej skojarzyłem że akurat trafiłem na paradę rowerową!
Tu wyjazd z miasta, kawałek z nimi jechałem. Na rynku, bardzo ładnym z resztą, maaaasa rowerów, była ponoć też Włoszczowska, ale nie przyuważyło moje sprawne oko, trochę postałem tam i po pół godzinie kawalkada ruszyła, jechali na Cieplice, znów zaczęło padać i po chwili musiałem się schować i po paru minutach dołączyłem do peletonu na chwilę. Kawałek się z nimi bujnąłem i wróciłem bo Cieplice mi nie po drodze bo ja na Mysłakowice, już w mieście wjechałem na prawdziwa ścieżkę rowerową, fota poniżej
oooo takaPadalo znów
Opuszczam Mesto.
Snieżka
Bunkier w muzeum Super się jechało tą ścieżka aż do Mysłakowic, pózniej niestety się skończyła, za to wyszło słonko, w miejscowości drobne zakupy i po chwili jadę na Kowary, ruchliwą drogą, jednak tragedii nie było. Po jakims czasie dojechałem do miasta, tu przerwa i czas na zrobienie fot
Od Kowar już zaczął się podjazd i pózniej na Przełęcz Okraj, ale zanim emocje to chwila postoju na rynku, pojadłem sobie i odpocząłem. Jakoś sennie tu było, więc ruszyłem dalej, pod gorę, były jakieś sztolnie po drodze, ale nie chciało mi się stawać już, stanąłem w połowie podjazdu bo zaczęła mżawka padać i zarzuciłem kapotę, a było mokro od mżawki i od tego że mi było gorąco i leciało ze mnie. Widoków niewiele, bo było ddżysto.
Połowa podjazdu, za mną
Po kilku chwilach dotarłem do prawie końca podjazdu, na rozwidlenie dróg z główną szosą i tu przerwa chwilę, i dalej w drogę i tu było ciekawie, bo chciałem jechac na Jarkowice szybciej a myślałem że do Jarkowic jest od razu zjazd i tak zjeżdżam sobie a tam tablica i Ogorzelec, a okazało się że na jarkowice trza było jechać jeszcze kawałek do góry i pózniej zjazdy, ale cóż,
Nie chciało mi się już drałować pod góre do tej krzyżówki, najbliższa wioska z Ogorzelca to Paczyn, info od miejscowych. Pojechałem na Szarocin i Starą Białkę asfaltem i koło zrobiłem i dopiero na Paczyn i tu w las i też pytam miejscowych i musiałem jechać łakami i lasem.
Super widoczki
Polatane, pobłądzone
widoczki extra, Zbiornik Bukówka No i tak pośmigałem po lasach i wzniesieniach na 720mnpm, w jednym miejscu sarny, aż 8! Pobiegły w dół że hej! pogoda zrobiła się ładna to i widoczki były, choćby na zbiornik Bukówka, ciul że troche byłem zmęczony już. Teraz kierowałem się na Jarkowice no i wyjechałem wreszcie! Minąłem szybko wioskę i teraz na Opawę, fajnie że wiało w plecy i super sie jechało i po niedługim czasie minałem znak Opawa
A na horyzoncie widać już było Czechy i miejscowość Zacler, rowerzystów tu jakby nieco więcej, za Opawą była ścieżka rowerowa do przejścia, o taka jak poniżejNo i jedną nogą a raczej kołem byłem prawie u pepików, no i fajno. Przejechałem Hranice, fotka w Zacler.
Jakoś pustawo w tym miasteczku, to pojechałem dalej na Trutnov, fajnymi zjazdami, to lubię, asfalt był mokry i nie szarżowałem zbytnio. Po kilku kilometrach byłem już w mieście tu już ruch był i sennie nie było, byłem tu już w 2008 z kolegą na wyprawie i znałem trochę miasto, pojechałem do centrum i tu focisza przy fontannie
Znów się chmurzyło i nie było za ciepło jak na czerwiec, trochę postałem no i ruszyłem w stronę Ceska Skalice, gdyz tam wyczaiłem i miałem zapisane że jest kemping, jechałem główną drogą, wzdłuż strumienia, no ale, wiatr pomagał i był git, mijałem fajne mostki i w Upicach zrobiłem sobie fote przy jednym, były też fajne skałki
Po kilku chwilach ruszyłem dalej, tempo powyżej 28km/h a nawet więcej, aż do Ceska Skalice
A tu słonko Po wjechaniu do miasta, zakupy i pózniej szukanie kempu, był taki jeden, ale blisko ulicy i zrezygnowałem i pojechałem nad jezioro Rozkos! A tam kemp, brali tam kaucje 500koron i 300 za noc, no ale cóż, zostałem tu
![]() |
| Żuk też odpoczął |
Warunki za taką cenę niezbyt, ale trudno, dobrze że czajnik był to zrobiłem sobie czaju, a co, pózniej połaziłem tu i tam, jakiś koncert był i hałas niezły, już sobie wyobrażałem nie przespaną noc! Kupiłem sobie Smażony ser, pycha! Po około godzince wróciłem do chaty, słuchałem radia i tak minął wieczór, muza dudniła ze sceny, poszedłem jeszcze po piwko sobie i wróciłem, do koja położyłem się po 23, myślałem że zasnę, jednak hałaśliwi Czesi nie dali mi pospać, bo obok była 4 młodych pepiczek i pepików, po północy przeszła potężna ulewa i.............. zrobiło się cicho, ufffff, Good Night.
- No i git 2 Dzień wyprawy. 21.06.2015 Ceska Skalice- Letovice- 140km Wstałem jakoś koło 6tej, na dworze słoneczko, choć lekka mgiełka i chmuryteż były tu i uwdzie, a nawet się wyspałem, można powiedzieć. Zrobiłem sobie śniadanko i po jedzonku, poszedłem jeszcze się przejść na chwilę
jezioro Po spacerku pakowanie się i po odbiór koron za kaucje wpłaconą i mogłem ruszać dalej, i tak jak wczoraj mam pomyślny wiatr! Mijałem wioski wioseczki, fajno mi się jechało, dojechałem do Bohuslavic i tu mi się endomondo wyzerowało i zarejestrowało 14km , chwilowa przerwa i jadę dalej i mijam wioski
Proooosto Minąłem wioskę Pohori i po kilku kilometrach dojechałem do ładnego miasteczka Opocno, z zameczkiem w parku i stawem
Fajne miejsce, trochę tam posiedziałem i po godzince ruszyłem dalej na Prepychy i Voderady a w Voderadach super widoczek był ......
Akurat tam w dół zjeżdżałem, i znów mijałem wioski i wioseczki i dojechałem do Castolovic tam też był ładny park, ja jednak dojechałem do Kostelec nad Orlici i tu też był park i zrobiłem przerwe
Godzine tu też posiedziałem, bo pagórkowaty teren troszkę mnie zmęczył, bo mało jadłem. Miasto też ładne, do sklepów nie zajeżdżałem więc szybko opuściłem miejscowość, teren malowniczy, pola itd i pagórki, za miastem zaczął się lekki podjazd do miejscowości Vrbice, gdzie była wieża widokowa, widziałem już ją z Kostelca 
Widok na Kostelec
Gdy las się skończył, ujrzałem tą wieże a wygląda jak poniżej, była też fajna nazwa miejscowości przed Vrbicami
A gdy dojechałem do Vrbic, chciałem wejść na wieże a tu........pokazy strażackie! masakra, musiałem obejść się bez wchodzenia, więc cykłem foty
Po kilku chwilach ruszyłem dalej na wioski Chlinky i Chleny i tu zjazdy, co widać na fotce niżej
Super zjezdzik był i tak dojechałem do wsi Borovnice, gdzie była wiata, to sobie siadłem i czas coś zjeść, ile można jezdzić😜
Troszkę tu posiedziałem i ruszyłem dalej, nie spieszno jak na razie, okolica bardzo ładna, minąłem granice województw, tak zwanych Okresów po Czesku
Teraz byłem w kraju Pardubickim, fajnie się jechało, w miejscowości Velka Skrovnice zrobiłem sobie przerwe na przystanku, trochu posiedziałem no i ruszyłem dalej po pół godzince i tu zostawiłem bluze i dopiero sobie o niej przypomniałem 60km pózniej
![]() |
| Tu zostawiłem bluzę |
tu zostawiłem, za miejscowością łasił się do mnie przestraszony piesek bo miał ogon spuszczony
Dobrze że miałem zapasową koszulkę, teraz jechałem na Usti nad Orlici, mijając wioski Horni Libchavy i Libchavy. A Usti bardzo fajne
Zajechałem na rynek, fota musiała być i dalej na kuń, pogoda była extra, słoneczko i dalej wiało w plecy, raj! Jechałem główną drogą na Ceska Trebova, ruch spory, ale wiało w plecy to nie schodziłem poniżej 30km/h. W miescie byłem po 17tej, ruch tu spory, miasto też nawet fajne, zajechałem na rynek a pózniej do Kauflandu na zakupy
![]() |
| Ładny ryneczek |
Musiałem sobie też kupić loda w pobliskiej budce bo było gorąco i też trochę się obkupiłem, po przerwie ruszyłem dalej, bo już w miarę pózno, dobrze że to czerwiec i długo jasno przejechałem centrum, teraz szukam drogi na Svitavy, byłem przy dworcu kolejowym a tu mnóstwo torów, chyba z 12, pytam ludzi jak przejść przez te tory, a jedna kobieta wskazuje tunel pod nimi, extra.
Prawie wyjechałem z miasta, mijam infrastrukturę kolejową i kieruje się na miejscowość Semanin i w tej miejscowości wbijam na szutrówke, mijam miejscowość Novy Rybnik i dalej w las do miejscowości Mikulec.
Super się jechało tą szutrówką, po około 5km dojechałem do ulicy i już asfaltem pomykałem przez ładne okolice między innymi miasteczko Svitavy czy wioska Banin
Svitavy-rynekładne tereny
![]() |
| Bana nie było |
![]() |
| Piękny wieczór był |
Było pózno Robiło się pózno, a do Letovic jeszcze kawałek, jechałem wzdłuż linii kolejovej i dojechałem do Banina, wiatr się uspokoił jak to wieczorami, uwielbiam takie letnie wieczorki, minąłem wioskę i teraz jade na Bela nad Svitavą i Brnenec, jeszcze lokalnymi drogami.
Jeszcze godzinka i będzie ciemno, a ja w lampce słabe baterie a w Brnencu wjechałem już na główną drogę, na szczęście do Letovic tylko 5km i nikt nie trąbił, kultura inna. Według trasy miałem jechać wzdłuż brzegu jeziora w Letovicach,
![]() |
| Miałem jechać tędy |
no ale cóż, pózna pora zmusiła mnie do zmiany planów, wreszcie byłem u celu dnia dzisiejszego, teraz szukanie noclegu, pytałem jednej młodej a ona keine ahnung, bo pytałem po Niemiecku i trochę po Czesku, pózniej sam znalazłem tak zwaną Ubytovne, i mogłem zapłacić i się rozpakować
tu spałem Po rozpakowaniu się poszedłem sobie zrobić kolacje i herbate do kuchni, nocowali też tam Bułgarzy, pracownicy jacyś, z jednym sympatycznym gadałem po...... Niemiecku. o piłce a on czy znam Stoiczkowa a ja że tak że grał kiedyś, myślałem też że nie ma gniazdka w pokoju, szukm szukam i nic, pytam Bułgara, on szuka i znalazł, żeśmy się uśmiali,No i tak minął wieczór, polożyłem się i zasnąłem po 23.30. Podsumowanie dnia. 141km
![]() |
| Urwało mi trasę |
![]() |
| To znów włączyłem |
3 dzień 22.06.2015 Letovice-Zidlhovice-134km Poranek powitał mnie deszczem niestety,ale niezbyt mocnym, zacząłem się pakować a wstałem po 7mej, rower już owinięty, a właściwie sakwy.
rower gotowy! Po 8 postanowiłem ruszyć, nawet właściciel mówił, gdzie ja w taki deszcz chce jechać, no ale nie ma zmiłuj, na szczęście pózniej przestało, pożegnałem się i pojechałem do centrum ładnego miasteczka, przy drodze górował zameczek, a z lewej kościół.
![]() |
| A tu z bliska |
![]() |
| Zameczek |
Za tym zakrętem skręciłem w prawo do centrum, do informacji turystycznej, nabrałem folderów trochę, zapakowałem i mogłem ruszać dalej, kawałek szosą a pózniej pod górę jakimś leśnym traktem, miasto z góry super wyglądało, lekkie mgiełki się unosiły nad wzgórzami, extra! A na samej górze konik był i to też jeszcze Letovice były.
Cisza, spokój, super krajobraz, tu zaczął się asfalt, jednak nie na długo bo pózniej był szuter i pózniej nawet zjazdy
Trochę telepało, ale pózniej było lepiej aż do asfaltu w Nyrov, pogoda dalej ponura, ale powoli sie przejaśniało i coraz cieplej.
W Nyrovie już asfalt, pustki tu
Dalej było trochę zjazdów aż do Kunstat, tu zrobiłem sobie przerwę, po kilkunastu minutach ruszyłem dalej, tu już więcej wzgórz, jechałem na Zbraslavec i Lysice i wieś Obora
Pogoda zaczęła się robić i śmielej wychodziło słonko, super, z początku miałem jechać na Boskovice, no ale wybrałem kierunek na Cerna Hora, kawałek jechałem główna drogą na Brno, ale po kilku km miałem dość i skręciłem na Jablonany tu mała przerwa, z prawej pod sklepem
i za wioską podjazd aż do wsi Obora
i dalej jechałem w kierunku na Ceska Hora, bez historii z tym że były zjazdy az do miasta
Na fotce widać wzgórza na które będe się pózniej wdrapywał, szutrami. Zjazdy szybko minęły i już byłem w mieście słynącego z browaru Cerna Hora
Fotka musiała być, powoli też zacząłem ściągać łachy, bo upał się robił, zanim jeddnak wykonam te czynności to pojechałem pod sklep bo jedzenie się kończyło
A przerwe zrobiłem tu pod fontanną w przyjemnym chłodku, jakies babcie szły i sie usmiechały i mówiły gdzie ja to wszystko pomieszcze pewnie. Dałem rade. Po odpoczynku, ruszyłem w dalszą drogę, najpierw asfaltem a pózniej jak ju wspominałem, powoli wspinałem się na wzgórza szlakiem rowerowym Pivni Stezka, drogą szutrową.
Już początek góreczki nie był łatwy i upał nie ułatwiał zadania, jednak pózniej było już w cieniu i można było jechać w miarę ok, dopiero stanąłem przy wiacie na przerwe.
Pózniej już stawałem tylko na moment, w niektórych miejscach, np na szczycie góry
A pózniej przy chatce,ale zamkniętej i tu sobie odpoczywam
Tak sobie stoje i słucham i coś huknęło...... myślałem że polowanie, a to burza szła i grzmiało, tylko że daleko jeszcze była, można powiedzieć, no ale wolałem się ruszyć i nie na RajecJestrebi a do Blanska no i ruszyłem, na rozwidleniu dróg był punkt widokowy
Widok na Blansko extra, widać już było chmury burzowe, robiło się lekko w dół a po chwili to już ostro w dół serpentynami po szutrze z 520mnpm na 310mnpm, I z 19% nachylenia i na dole tylko 3% trzeba było bardzo uważać na luznej nawierzchni, bo ciężki rower inaczej reaguje na zakrętach niż na lekko.
taka była nawierzchnia Zjechałem do miasta i wróciłem do cywilizacji, na fotce widok na wzgórza gdzie byłem nie tak dawno.Na szczeście jeszcze nie padało, zajechałem na pocztę kupić pocztówkę i gdy wyszedłem zaczęła się 1 część ulewy i lało chyba z godzine, zdążyłem wypełnić pocztówkę i wrzucić do skrzynki ✉
Skorzystałem z okazji i zjadłem sobie cosik, po deszczu mogłem ruszyć dalej na miasto pozwiedzać, jechałem koło dworca kolejowego i znów zaczęło kropić
To ja szybko jadę szukać gdzieś miejsca, dachu nad głową, pojechałem pod wiadukt autostrady czy głównej drogi, trochę lipne miejsce bo w sumie mogłem na dworcu się schować
Trochę było mi tu zimno, i lało więcej niż godzinę, a nie chciałem tu zapuszczać korzeni, na szczęście deszcz ustał i mogłem ruszyć, byłem na wylocie z miasta akurat i wdrapałem się na tą główną drogę na Adamov i Brno i nią kawałek jechałem, w okolicy Blanska była najgłębsza jaskinia w Europie Macocha się nazywa, w tak zwanym Morawskim krasie ale nie zajeżdżałem bo pózna pora.
Teren malowniczy, obok płynęła rzeka, główną drogą jechałem z 6km w kierunku na Sebrov Katerina i skręciłem z głównej drogi na Vranov i to pod górę, nie wiem po co, ja to lubie sobie utrudniać, a we wiosce zrobiłem pauze na posiłek
Było mi gorąco, mimo pochmurnej pogody i trochę wilgotnej bo po deszczu no i podjazd zrobił swoje i musiałem się przebrać. We Vranovie góruje Paulinski Klasztor. Ruszyłem dalej, za miejscowością już były zjazdy aż do Brna, ale zanim dojechałem do miasta to, zrobiłem sobie pauze przy wiacie
To chyba teren rekreacyjny mieszkańców Brna i okolic, dzionek wciąż był ładny, ale pózniej to się zmieniło. Po krótkiej przerwie ruszyłem dalej, minąłem dzielnice Brna Sobesov i chwila moment i byłem w mieście, oczywiście fota przy tablicy być musi
Początek miasta to typowe blokowiska no i ruch, tu nie stawałem pózniej, dopiero deszcz mnie zmusił do schowania się na przystanku tramwajowym
Jak przestało na chwilę padać to pośmigałem tu i tam i znów mnie złapało to na następny przystanek i pauza, miasto fajne spodobało mi się, po opadach szukałem jakiegoś sklepu i po poszukiwaniach znalazłem Lidla, obkupiłem się tu trocha, ale co tam
Po zapakowaniu się zjadłem coś i ruszyłem tam wzdłuż tych barierek białych na ulice Okruzni, dojechałem do głównej drogi, ruch spory, zjechałem na chodnik, niedaleko Lidla był punkt widokowy na miasto to zajechałem
Pora już nie wczesna, ale też nie za pózna, pojechałem do centrum i znów padało lekko, centrum bardzo ładne, podobało mi sie, trochę tu pośmigałem, pózniej troche dalej od centrum też
Koło tego hotelu, co widać na fotce, przejechałem ze 4 razy, w poszukiwaniu wyjazdu z miasta, bo jak widać wjechałem na jakąś główną drogę, pózniej akurat byłem przy tym hotelu, fota niżej
Tu pytałem się ochroniarza jak jechać na Modrice i Rajhrad, coś tam tłumaczył, ale mało zrozumiałem, byłem koło dworca kolejowego, ale vlakiem nie pojechałem, jak widać na fotce była już 20ta, pora pózna, a na kartce nie miałem spisanych noclegów a szkoda, dopiero w domu widziałem że była ubytovna, akurat niedaleko Lidla gdzie byłem wcześniej. Ruszyłem dalej
We Vranovie i Svitavy już byłem więc się cofnąłem, wjechałem na jakaś drogę szybkiego ruchu koło Modric
O taką I tak jezdziłem raz tam prosto pózniej nawrót, pojechałem do Modric, tam krążyłem,miałem mapę w telefonie, jednak bateria prawie pusta i lipa, z Modric wjechałem na jakąś strefę przemyłową i znów do Modric pod autostradą i tam pytam gostka o jakieś noclegi a on że jest hotel i że za..... 1000 koron! pojechałem dalej na jakaś strefę przemysłową czy handlową, i tu zapytałem o drogę pokazali że na Orechov i Syrejovice czy jakoś tak no i już nie błądziłem, opusciłem wreszcie miasto, gdyby nie ten deszcz w Blansku to bym miał więcej czasu na zwiedzanie i znalezienie noclegu w miescie, było już ciemno, ale lampka działała bo baterie kupiłem, w orechovie przerwa na przystanku, bo zaczęło padać. Padało chyba z 20 pare minut, już chciałem tu zostać, bo myślałem że będzie dłużej padać, a na przystanku takim jak na fotce bym nie pospał
Pojechałem na Sirejovice i wreszcie na Rajhrad i tu też nie było noclegów, tzn był, ale pukałem i cicho sza, opuściłem miasteczko i pojechałem na Zidlhovice, było tuż przed północą, cudowna pora nieprawdaż. Długo szukałem miejsca do noclegu, jezdziłem po miasteczku, koło jakichś bloków, pózniej w centrum i sobie myślę, ale lipa, wyjechałem z centrum koło jakiejś rzeczki koło głównej drogi, są jakieś działki a po lewej centrum ogrodnicze, jadę kawałek, patrze duży głaz, obchodzę go chowam się, nie widać mnie z ulicy. Postanowiłem tu rozbić namiot i to był strzał w 10, a zmęczony byłem po tym dniu, jeszcze zaczęła się pózniej ulewa, ale namiot dał radę i tak minął dzionek
tu z prawej spałem Podsumowanie Letovice- Zidlhovice-140km
4 dzień wyprawy 23.06.2015- Zidlhovice- Brod nad Dyji- 33km+ kilkanaście km po okolicy Wstałem jakoś po 7mej a właściwie to mnie ulewa obudziła, ale w namiocie sucho, ale mi przyszło, poleżałem trochę, coś zjadłem, spakowałem rzeczy do folii no i szybkie składanie namiotu w ulewie, istny koszmar, po spakowaniu się ruszyłem pod najbliższe miejsce pod dachem, a najbliżej był przystanek, może nie cały zakrywany jak ten z poprzedniego dnia, ale dobry i ten.
Data na fotce zle ustawiona bo był 24. czerwiec Tu się wysuszyłem i założyłem folie na buty i na siebie, lało jeszcze z pół godzinki, potem osłabło trochę, no i ruszyłem na południe na miejscowość Żabice, musiałem na mapę zerknąć jak tu jechać no i ruszyłem, po jakimś czasie już nie padało, uff super. Do Żabic prowadziła ścieżka rowerowa, na szczęście deszcz ustawał, mogłem ściągnąć folie z butów i z ubrania, byłem już w Żabicach, teraz kierowałem się na wioskę Ivan, tu już byłem w rejonie winiarskim na Morawach.
Widać już było wzgórza Pavlovske Vrchy, do wioski Ivan z 5km, pustą szosą, trza było tylko uważać na......... ślimaki, tak bo było wilgotno i teren podmokły
Chwila moment i byłem w miejscowości Ivan
Tez tu jeszcze pustawo, postanowiłem jechać szukać kempingu, bo lada chwila będzie duuuży Zalew Novomlynski Nadrz, ale zanim kemp to za wioską Ivan, skręciłem na scieżkę rowerową wzdłuż rzeki Jihlava, super się jechało jak po stole, tylko uważałem na ślimaki
Ta scieżyna pózniej prowadziła aż wokół tego zalewu, ja jednak na razie pojechałem szukać kempingu, wjechałem do Pasohlavky na kemping koło basenu
Pytam czy są wolne miejsca a oni mi każa godzinę czekać by się dowiedzieć czy mają..... pojechałem dalej,
Teraz jechałem na Brod nad Dyji, miałem jechać też do Strachotina, ale nie chciało mi się zalewu obkrążać.
Dojechałem do Brodu i szukałem kempu, patrze przy ulicy pisze kemp Erika, szukam wejścia, furtka jest,ale zamknięta, pytam młodych którzy tam są, że trza tyłem wjechać, no i trafiłem, chwile stoje i czekam na właścicieli i po 2 minutach, przychodzi gostek a ja mu że chce nocleg a on czy ja sam a ja że tak, pewnie chciał więcej zarobić jakbym był z kimś, no ale mam chatke i jest git, mogę sie rozpakować i suszyć rzeczy bo słonko wychodziło, a było po 8 rano

Tez tu jeszcze pustawo, postanowiłem jechać szukać kempingu, bo lada chwila będzie duuuży Zalew Novomlynski Nadrz, ale zanim kemp to za wioską Ivan, skręciłem na scieżkę rowerową wzdłuż rzeki Jihlava, super się jechało jak po stole, tylko uważałem na ślimaki
Pytam czy są wolne miejsca a oni mi każa godzinę czekać by się dowiedzieć czy mają..... pojechałem dalej,
Dojechałem do Brodu i szukałem kempu, patrze przy ulicy pisze kemp Erika, szukam wejścia, furtka jest,ale zamknięta, pytam młodych którzy tam są, że trza tyłem wjechać, no i trafiłem, chwile stoje i czekam na właścicieli i po 2 minutach, przychodzi gostek a ja mu że chce nocleg a on czy ja sam a ja że tak, pewnie chciał więcej zarobić jakbym był z kimś, no ale mam chatke i jest git, mogę sie rozpakować i suszyć rzeczy bo słonko wychodziło, a było po 8 rano![]() |
| Tego dnia tylko tyle |
![]() |
| A od Jeleniej Góry, tyle |
33km jak na razie. Musiałem odespać, pózniej się rajzne gdzieś po okolicy, bo warto.
![]() |
| Kemp Erika |
![]() |
| Rower odpoczywa |
![]() |
| Popielniczka ble! |
![]() |
| Suszenie namiotu |
![]() |
| Data zle ustawiona był 24 czerwiec |
![]() |
| Bociek |
![]() |
| Nie zgubie się |
![]() |
| Na lekko inna rajza |
![]() |
| Widok na zameczek |
![]() |
| Zalew |
![]() |
| Pogoda coraz fajniejsza |
![]() |
| Niestety, musiałem się cofnąć |
![]() |
| Taka dróżka |
![]() |
| I taka malownicza |
![]() |
| Jihlava |
![]() |
| Przykre |
![]() |
| Drnholec- Kościół |
![]() |
| OOo takie były |
![]() |
| Pomnik |
![]() |
| Wejście, Eingang |
![]() |
| Wieża z daleka |
![]() |
| Widok na zalew |
![]() |
| W kierunku Austrii |
![]() |
| Na winnice |
![]() |
| Bawiłem się w pisarza |
![]() |
| Traska popołudniowa |
![]() |
| Opuszczam spokojne miejsce |
![]() |
| Teraz na Dunajovice |
![]() |
Zawsze coś. |
![]() |
| Już prawie |
![]() |
| Ładny ryneczek |
![]() |
| ładna zabudowa |
Od tego momentu miałem zjazdy aż do Lednic, tu problemu ze znalezieniem tego parku nie miałem, gdyż był przy drodze, więc wjechałem, a tam duuuuużo ludzi, pałacyk rewelacja, a dalej super alejki itd![]() |
| Pałacyk, rewelacja |
![]() |
| Ogrody. |
![]() |
| Minaret |
![]() |
| Rzeczka Dyjie |
![]() |
| Piękna budowla |
![]() |
| Fajno mają |
![]() |
| O taką |
![]() |
| Brecław |
![]() |
| Centrum prawie |
![]() |
| Pan z głową |
![]() |
| Zajechałem pod Lidla |
![]() |
| Dyja |
Miasto też ładne, zajechałem do Lidla po jakieś jedzonko, i pózniej sobie jadę chodnikiem a idzie 2 basiorów polycjantów, cyganów i mówią, nie wolno po chodniku jezdzić,
![]() |
| Tam z lewej jechałem |
![]() |
| Takie |
![]() |
| I takie |
![]() |
| Tu była pauza |
![]() |
| Miasteczko ostatnie w Czechach |
![]() |
| Na moście |
![]() |
| Ja tablicy nie zakosiłem |
![]() |
| Startowałem stąd |
![]() |
| Była taka nawierzchnia |
![]() |
| Trochę asfaltu a wyżej szuter |
![]() |
| To nie mój nocleg |
![]() |
| o tutaj to było |
![]() |
| Tyle |
![]() |
| Mapa szlaku |
![]() |
| Cały szlak |
![]() |
| A tu zjechałem na szosę |
![]() |
| Małe Karpaty |
![]() |
| Tu sie skończył szlak |
![]() |
| Bratysława za 18km |
Nigdzie już nie stawałem tylko prułem do Stolycy Słowacji i około 20 z minutami prawie przed 21 dotarłem do dzielnicy miasta Lamac
Widać stąd było blokowiska miasta i fabrykę Volkswagena, tu szukałem noclegu pod namiot i po pół godz znalazłem, blisko drogi, na takiej góreczce, trawa w miarę wysoka, drzewa zasłaniały, więc spox![]() |
| Namiocik postawiony |
![]() |
| Koło tej ścieżyny się schowałem |
![]() |
| Pięknie, nieprawdaż? |
Jak widać sprzęty zdążyłem spakować i fotę zrobiłem, postanowiłem że zostanę w Bratysławie, aby naładować telefon i aparat, gdyż miałem na akumulator i pózniej szukałem jakiegoś kempingu, ale teraz musiałem się wodą polać, a było po 8mej rano i już gorąco, ruszyłem stamtąd na główna drogę i w stronę miasta, postanowiłem zajechać po jakąś spożywkę i szukałem sklepu, kawałek mi to zajęło, pierwsze wrażenie, to ruch i....... wysokie kraweżniki. Dopiero pózniej będe się z nimi użerał, teraz zajechałem pod Kauflanda, niedaleko na wzgórzu była wielka antena, czy wieża Tv
![]() |
| Wieża |
![]() |
| Czas wydać pierwsze Euro |
![]() |
| Jak za socjalizmu te krawężniki. |
![]() |
| Most ufo |
![]() |
| Port |
![]() |
| Zapewne do Wiednia |
Promenada
![]() |
![]() |
| Zjazd z mostu. |
A na starówce tłumy i pieszych i są specjalne busy, czy auta pomalowane na czerwono i wożą......leniwców
Była jakaś impreza, bo były stragany itd, ale trafiłem, oczywiście pełno pamiątek.
![]() |
| Jakiś festyn był |
![]() |
| Ładnie |
![]() |
| Pamiątki |
Przymierzyłem też kapelusz, a właściwie to pewien jegomosć mi dał przymierzyć, tylko coś nie mogłem mu oderwać tego kapelusza! Teraz pokierowałem się na zamek Bratysłwski, tu też prawie cały Świat i widoczki super Widok z Zamku extra, na most, petrzałkę i w stronę zamku Devin, posiedziałem tu troszkę, pózniej zjechałem trochę w dół, jeszcze na starowkę
Przed starowką koło jakiegoś banku stoi jakaś młoda ładna kobieta i się na mnie patrzy długo, chyba się jej spodobałem no ale ja nie gawarit Słowacki a nie wiedziałem czy mówi po Angielsku oder auf Deutsch, a może już tak opalony byłem mocno, bo mnie szybko bierze słonko. Jeszcze zajechałem po pamiątkę do sklepu, tam też była miła starsza pani, podziwiała że z Polski dałem radę tu przyjechać, a ja jej mówie że jeszcze Wiedeń i powrót do polski, to ona w szoku i życzyła Stesliwej Cestu Stąd pojechałem dalej w miasto, taką ścieżką jak poniżej, ale długa ona nie była.
Tory tramwajowe, ciągnęły się długo, pojechałem tam kawałek dalej, wróciłem kawałek bliżej bo zgłodniałem i kupiłem sobie frytki, na fotce poniżej, tam z lewej strony
Po nawrocie do miasta, minąłem o taka Chińską restauracje i jeszcze kasyno z motywami Egipskimi jak poniżej
Ciekawie he he, teraz postanowiłem poszukać kempingu, żeby odpocząć od zgiełku miasta, na mapie zobaczyłem jakieś jezioro i tam zajechałem, a nazywało się Zlate Piasky
Najpierw wszedłem jakąś brama, nikogo nie było, gdzie tu recepcja, w sumie mogłem się rozbić na dziko, i za darmo tam, ale nie będe taki, pytam portiera gdzie recepcja, pokazał, i dziwił się któredy wszedłem he he, ściemniłem że tam i tam.
Na fotce kemping, po lewej socjalne zaplecze, pamiętające lata 80, w kuchni pajęczyny i muchy! piece gazowe z jakimiś patelniami, naładowałem tel trochę zanim poszedłem płacić, a co tam. Podszedłem pod recepcje i się pytam czy są miejsca, a on że tylko namiotowe i że w chatkach zajęte bo jakiś festiwal jest, a się okazało że fesiwal był, ale z chatek jakoś nikt nie korzystał! Zapłaciłem 10 euro! za rozbicie namiotu i dostęp do prądu, masakra, pojechałem szukać miejsca do rozbicia się i znalazłem koło chatki z widokiem na jezioro
Chatka za mną była pusta! Ale co tam ważne że mogłem odpocząć, nie chciało mi się szukać ubytovny, Po rozpakowaniu się poszedłem do kuchni, naładować aparat, trochę to trwało, do d..... ten prąd. Po godzince wróciłem do namiotu, pogoda dalej pikna, na jeziorze śmigali na nartach wodnych, a za jeziorem dudniła muza z festiwalu, i tak było pół nocy. Wieczorem niedaleko mnie też rozbili się jacyś z namiotami, także nie byłem jedyny, kolacje sobie zrobiłem koło namiotu, nie łaziłem do obskurnej kuchni z muchami, i tak minął 6 dzień. 7 dzień 26.06.2015,- Bratysława- Wiedeń- Weinwarthof około 150km Wstałem po 6tej pogoda była ładna,tylko wiatr niestety niekorzystny i dosyć mocno wiało,ale cóż raz musi być tak a raz inaczej. Poszedłem się umyć a pózniej coś zjadłem i tak minął czas do 8mej,podładowałem jeszcze aparat i komórkę.Ruszyłem parę minut po 8mej, w przyszłości raczej ominę ten kemping.
Znów tarabaniłem się przez Bratysławę tym razem omijając centrum dojechałem do mostu Ufo
,po przejechaniu trafiłem na ścieżkę na początku nosiła nazwę Videnska Stezka
i w miarę oddalania się od miasta była już Donau Radweg. Wiało dośc mocno bo wjechałem na otwarty teren, Bratysława została w tyle, teraz czeka mnie zdecydowanie nowocześniejszy Wiedeń
i Wiało dośc mocno bo wjechałem na otwarty teren, po 8km byłem już w Austrii w miejscowości Berg, Stanąłem na chwilę aby napić się wody,bo było już gorąco
W końcu byłem w rowerowym raju,super ścieżki równe drogi czegóż chcieć więcej, za Wolfsthal, zrobiłem sobie przerwe, kucam sobie jem ciastka a jedzie kolarz i pyta czy nic mi nie jest i czy wszystko ok? ja że tak, a on czy na pewno, potwierdziłem i pojechal, kultura normalnie, gdzie u nas by tak było, po kilku kilometrach super scieżka dojeżdżałem do Hainburga nad Dunajem, gdzie górował zameczek.
W końcu byłem w rowerowym raju,super ścieżki równe drogi czegóż chcieć więcej,dojechałem do Heinburga,
gdzie zrobiłem zakupy, na koniec kobieta w kasie powiedziała gruss gott. Po wyjściu jakaś cyganka mówi gib iuro i tak 2 razy zrozumiałem że chce euro, a ja udawałem Włocha że nie rozumiem.
![]() |
| Tu była Cyganka |
W razie deszczu to nie byłoby gdzie się schować, ale co ja tu o deszczu jak był upał i paskudny wiatr
Na chwilę pojechałem do Orth an der Donau, sam nie wiem po co he he, po fajnej ścieżce
Chyba tylko po to żeby zobaczyć jak Austriacy pija i jedzą w restauracji nad rzeką i wiatraki po 2 stronie, tam niedaleko już było lotnisko Wien Schwechat
Wróciłem znów na Donau Radweg i po paru km znów robie pauze, tam stoją też Francuscy turyści, chwile stoję i jadę dalej , dopiero zrobiłem przerwe 5km od Donau Insel koło jakiejś szopy czy coś, a mijała mnie kobieta, która szła na pieszo z jakimś wózkiem i z psem, miała co iść. Po przerwie jadę dalej.
Samoloty już coraz niżej też
Wiało masakrycznie,przegoniłem pózniej paru rowerzystów, to znaczy wyścignąłem ich, bo po odpoczynku nabrałem trochę sił. W końcu dojechałem do miasta byłem w jakiejś dzielnicy przemysłowej, jakieś zbiorniki i oczyszczalnie Zentralanklager Lobau,pózniej wjechałem na taką tamę i tam też odpocząłem z pół godzinki.
Tu już dużo biegaczy, rowerzystek, rowerzystów , Austriacy to aktywny naród,
następnie wjechałem do parku Donau Insel, była tam miejscówka nudystów tak zwane fkk, przejechałem szybko przez park, nawet fajny i byłem prawie w mieście tu myślałem że zgubiłem kluczyki od zapięcia na szczęście wieczorem się znalazły. Widok na wieżowce w centrum extra, musiałem wyrzucic dżem bo sie sfermentował
byłem juz prawie na Praterze to taki rozległy park w Wiedniu,tam to sobie odpoczywają, pojezdziłem trochę po alejkach i trafiłem na bramę wjazdową z napisem Wiener Prater.
Nad parkiem górowała karuzela o nazwie Riesenrad,
było też tam wesołe miasteczko,na chwilę byłem popatrzeć, tłumy normalnie,
zaszedłem kupić jakieś pamiątki do sklepu niedaleko,wybór wielki. Po zakupie pojechałem dalej, między innymi koło stadionu Ernst Happel stadion gdzie mecze rozgrywa Austriacka reprezentacja,w środku nie byłem tylko na zewnątrz
pojeżdziłem po mieście, Bratysława to się chowa, pełno ścieżek rowerowych nie było wysokich krawężników, w centrum, tylko koni było mi żal, stały biedne w upale, dobrze że fikarze je polewali wodą

Bidne koniki

Raj rowerowy

Katedra
jak już to na starówce, pozwiedzałem co było do zwiedzenia,



pełno ludzi na każdym kroku i wspaniałe zabytki, warto było przyjechać, po jakimś czasie pojechałem do pałacu Schoenbrunn,
po drodze pytałem się gdzie on jest, szkoda tylko że nie można tam wchodzić z rowerami a szkoda, zrobiłem fotę i pojechałem z myślą że może z tyłu gdzieś wejdę ale to samo było,troche się bałem rower zostawiać z dobytkiem, kawałek tylko poszedłem i zawróciłem. Dużo tu atrakcji, jeden dzień to o wiele za mało, mogłem tu zostać 2 dni. Miałem w planach odwiedzić grób piosenkarza Falco,ale nie wiedziałem gdzie jest Central Friedhof a okazało się że był w dzielnicy Siemering całkiem niedaleko Schoenbrunn, dalej już nie szukałem bo robiło się pózno i popadywało cosik, ale tylko parę minut. Dalej jechałem do centrum, koło Bahnhofu czyli dworca kolejowego, w Wiedniu
widziałem lepszy no chyba że nie byłem na tym głównym dworcu, pytałem się o drogę do Klosterneuburg, każdy inaczej tłumaczył, jedna miła kobieta mi tłumaczyła jak wyjechać z dzielnicy domków jednorodzinnych bo wjechałem, była bardzo sympatyczna, dopiero ostatni gość mówił żeby pojechać wzdłuż Dunaju po Donauradweg, i tak też pojechałem

Super oznaczenia
nie wiało już tak jak w dzień, ale było chłodno a ja na krótko jechałem, może z tych emocji wielkomiejskich było mi gorąco,super się jechało, na liczniku 123km na drogach pusto mimo że dopiero po 21ej. Jechałem ścieżką i przez 10km miejsce na rozbicie namiotu brak bo z lewej szły tory a z prawej płynęła jakaś rzeczka i zrobiło się zimniej bardziej i jakieś muszki latały upierdliwe,z 3 razy musiałem stawać żeby z oka wyjąć co niektóre, i tak po paru kilosach doturlałem sie do Klosterneuburga, z zameczkiem na górce, miejscowość bardzo ładna
W planach miałem jechać inaczej do Tulln bo przez Konigstetten bardziej górzyście a tu było płasko. Właśnie jechałem na Tulln, było już ciemno i gdzie tu się rozbic, z lewej torowisko z prawej rzeczka płynęła, i tak przez wiele kaemów teraz mijałem wioski St Andra Wondern, Zeiselmauer i dopiero w wiosce Weinwarsthof jadąc trochę naokoło znalazłem miejsce na rozbicie się, tu musiałem trochę odbić w polną drogę, niedaleko jakiegoś wału, bo dalej płynął Dunaj
najpierw miałem sie rozbić koło jakiegoś płotka i niedaleko jakiejś posesji no ale przeniosłem rower przez płot i się rozbiłem wkońcu,nawet coś zjadłem i nie hałasowałem za bardzo choć domy były oddalone trochę i ciemno było. Etap udany mimo wiatrzyska na początku, w Wiedniu odzyskałem siły,polubiłem to miasto i na pewno jeszcze tam pojadę. Zrobiłem 150km. Noc minęła spokojnie, czasem chodzili ludzie, ale raczej mnie nie widzieli, parę metrów dalej płynął Dunaj, była nawet trasa rowerowa, ale nie wiedziałem o niej, wcześniej bo najpierw jechałem wczoraj wzdłuż Dunaju i skręciłem na drogę publiczną

8 Dzień wyprawy- 27.06.2015
Weinwarsthof- Vranov nad Dyji 108km
Wstałem już po 5 rano, bo pojaśniało i nie chciałem żeby ktoś mnie zobaczył, chwile poleżałem i po 15 minutch, szybkie składanie namiotu i hyc przez płot na ławkę obok, a poniżej miejsce noclegu i ławki obok
Tu sobie jem a idzie jakaś pani, myślałem że się przyczepi, ale szła na spacer, powiedziałem Dzień Dobry po Niemiecku i że ładna pogoda się robi, odpowiedziała i poszła dalej. Ładna okolica nawet, po ciemku wczoraj nic nie widziałem oprócz bliskich zabudowań.
Po spakowaniu się na ławce i zjedzeniu śniadanka byłem gotowy do jazdy, oj leniwie mi szedł początek jazdy, bo zawsze rozkręcam się po 40km, no ale mus to mus, teraz jechałem na Tulln, mijając wioski o śmiesznych nazwach bo Langenlebarn Unteraigen i Langenlebarn Oberaigen
I tak po paru kilometrach dojechałem do bardzo ładnego Tulln an der Donau.
Miasteczko bardzo ładne i zadbane, byłem koło wodnego parku, czyli Wasser park Tulln, zajechałem na chwilę
Fajnie, cisza spokój, zero ludzi, miasto stworzone dla mnie, posiedziałem trochę na ławce, niedaleko i pózniej pojechałem do centrum, mijając fajną syrenkę, była też kaczka
Fotka musiała być no i pojechałem do portu
a tam też fajno, i tu spokój i cisza,fajna była fontanna i pomnik Egona Schiele, Austriackiego artysty
A kawałek dalej stała łódz z nazwą Regentag, choć na szczęście nie padało i dobrze
Niedaleko była fontanna w kształcie, nie powiem czego, sami zobaczcie poniżej, chyba kamieni.
Kawałek obok, była większa fontanna przy której również fotkę cyknąłem
No i z portu, znów do miasta a w mieście były też pouczające znaki np
i powoli opuszczałem fajne miasteczko, mijając znów syrenkę i kierowałem się na most nad Dunajem, z szerokim traktem dla pieszych i rowerzystów, rzeka też szeeeeeeroka
Teraz kierowałem się na Absdorf, oj cieżko mi się jechało, zasiedziałem się, i do tego już wiało tu w twarz, bo teren otwarty i zaczynały się pola, po kilku kilometrach dojechałem do Absdorf
Tu chwila spokoju od pól, nawet mieli budki telefoniczne jeszcze! Za wioską teren powoli się wznosił, spotkałem tylko 1 kolarza! na trasie, pogoda ponura można powiedzieć no i ten witr
Jak widać na fotce wiało, akurat fotka robiona jakbym jechał z wiatrem, a ja się pózniej odwróciłem i jechałem pod wiatr, teraz jechałem na Rupperstahl drogą L27 , ruch prawie zerowy, może z 4 auta na godzinę, w Rupperstahl chwila przerwy, bo ten wiatr mnie wkurzał, tu był radar, ale jechałem przepisowo
Za miejscowością zjechałem z głównej drogi kierując się na Glaubendorf, dziwnym grysem tu sypią drogi, trzeba było uważać, na fotce poniżej takie białe coś, była fajna ambonka na drzewie i tu zrobiłem pół godzinki przerwy
Wszystko lubie, ale jazdy pod wiatr i to jeszcze gdy są pola to nie cierpie, Austriacy to pobożny naród, bo nawet w zbożu są figurki
A koło Glaubendorf stała beczka winiarska, wszak to region winiarski tez, fajny był też widok na nizine Dunajską że tak napiszę
W Glaubendorf tylko chwila przerwy, bo zadbana wioska
No i stąd jechałem na Ziersdorf, jednak w dojechaniu do tej wioski na jakiś czas powstrzymał mnie deszcz rześisty i sie schowałem pod takim czymś
Wyciągnąłem mydło i się umyłem bo woda ochoczo leciała z góry, tego mi było trza, od razu lepiej, po kilkunastu minutach chmura przeszła i mogłem ruszyć, dobrze że miałem błotniki, tu krzyżowały się drogi, główna z jakąś boczną, minąłem je i do Ziersdorfu, tu nie stawałem, teren pagórkowaty, od Wiednia już 65km!
było nawet kilka procent podjazdu i zjazdu.
Dopiero stanąłem we Frauendorfie, bo fajne panie były!
Tu też spokojna wioska i długo nie zabalowałem i ruszyłem dalej, teraz na Sitzendorf i Roseldorf, czy tylko ja zauważyłem że co wioska to na końcu mają nazwę Dorf? Ciekawe!
https://www.schmidatal.at/aktivitaeten/wandern/ Mijałem region Schmidatal, pól samych wnioskuje, w regionie Retzer land będzie więcej lasu, i tak sobie jadę dalej, a raczej siłą woli! W Roschlitz, o już nie Dorf! powoli zaczynał się krajobraz zmieniać, było trochę lasów, co mnie osłoni trochę od wiatru, ale i tak było ciężko i tak doczłapałem się do Pulkau, tu powitali mnie strażacy i prosili o pomoc jakąś a jaką? sami zobaczcie
Nie odmówiłem im, po pomocy, jadę przez wioskę, szukam jakiejś drogi żeby lasem trochę jechać i ominąć pola i wiatr, pytam miejscowych i pokazuje że chce na Hardegg tędy, a oni że trzeba główną bo ta co chce prowadzi donikąd, no cóż, pojechałem szosą, za wioską lekki podjazd, pózniej trochę wiało, ale widać już było las!
Teraz jechałem na Hofern, przed wioską podjazd mini serpentynami że tak napisze koło torów, a wiało jak nie powiem jak,
Uff dojechałem do Hofern
Jak widać też mają bruk, ale równy! za tym budynkiem była krzyżówka dróg, było nawet kilku turystow rowerowych! Oczywiście formułka hallo musiała być.
Teraz kierunek Hardegg , byłem już w regionie Retzer land
Za miejscowoscia Merkersdorf, przerwa dłuższa pod wiatą, i tu nagroda, leżak był, to skorzystałem!
Tu zjadłem nie tylko takie frykasy jak na fotce, ale też inne jadła. Po nasiadówce, ruszyłem dalej, miałem 100 metrow do parku Thayatal
Kawałek jechałem ścieżką jak powyżej, by po chwili zajechać pod jakiś budynek, chyba muzeum parku tego, czy jakoś tak, jednak nie wchodziłem, tylko fote zrobiłem
Ładnie?
na fotce wyżej, za mną jest ten budynek ,po fociszy, rajza do Hardegg, zjazdami zajefajnymi
i wreszcie spokój od wiatru! W Hardegg, górował fajny zamek
Tak tylko z grubsza zajrzałem w okolice zamku i pojechałem dalej, nawet na przystankach czysto i są foldery reklamowe! gdzie u nas takie coś
A za miejscowością? bardzo długi podjazd do miejscowości Felling
Na fotce początek podjazdu,no i im dalej tym stromiej, stanąłem raz w połowie podjazdu, za potrzebą, tu nawet ekipa zwodowców z torpedo team z Zielonej góry miałaby problemy z ich mistrzynią, z sakwami jeszcze, szans bym nie widział , było naprawdę stromo,
Hardegg leży jakby w dolinie. Po młynkowaniu, dojechałem do wioski, dodam że to ostatnia miejscowość w Austrii, wnioski? w miastach fajnie, na wioskach, czysto, ale nudy i mało rowerzystów na trasie, może gdyby było cieplej i ładniej to by było ich więcej.
Za wioską skręciłem w polną drogę, bo wyczaiłem że szybciej będe w Czechach
Polną dróżką dojechałem sobie do Pepikóów znów, dawno mnie nie było, dojechałem do Podmyce i stąd jechałem do Vranov nad Dyji, gdzie jechałem na kemping, gdyż był tam duży zalew Vranovska Prehada, fajnie się jechało, bo było dużo z góry, były też hopki pod górę, ale nie grozne, już miałem 90 pare km w nogach, po paru km dojeżdżam najpierw do zameczku we Vranovie, tu pauza na foto
Fajnie tu mieli, teren zajebisty, chwile postałem i zajechałem do baru na powietrzu by wreszcie zjeść coś ciepłego, teraz nie musiałem się spieszyć!
Wziąłem na ruszt, frytki i piwo, mój rower mógł odpocząć
po przerwie zjechałem do Vranova, bo jeszcze był zjazd
Miasteczko ładne i tu też duuuużo turystów i jakoś cieplej tu, stanąłem na mostku i obowiązkowe foty, widać było zamek, gdzie byłem
Po emocjach foto, zająłem się szukaniem kempingu i po niedługim czasie znalazłem, tylko małe koło zrobiłem i szutrowym stromym podjazdem, ale ja sobie lubie utrudniać! Na kemping prowadził długi most z kasami na końcu mostu
, tu na początku, nie wiedzieli czy chce wejść ot tak czy nocować, to powiedziałem że hladam ubytovani i wszedłem, super miejsce, duuuży zalew, pełno ludzi, extra!
Teraz szukałem jakiejś chatki na nocleg, w razie W miałem namiot, no ale zapytałem pani jednej no i jest, mam chatkę za 280 koron, wreszcie mogłem się rozpakować, i walnąłem się na łóżko, może łoże nie było duże, ale dobre i to
Widok też był fajny z okna
Po rozpakowaniu się poszedłem się przejść, między innymi do sklepu, kupiłem spożywkę i wróciłem do domku, pózniej znów połaziłem z godzinę i powrót i tak minął wieczór i pózniej pół nocy nie przespanej bo hałas był, bo blisko była restauracja, ale co tam! 108km przejechane
9 dzień wyprawy 28.06.2015- Vranov nad Dyji- Rodna/ koło Mlada Vozice. 140km Wstałem po 6tej jakoś, nawet się wyspałem, pogoda nie zaciekawa, nie padało, no ale znów wiało i to nie w plecy coś czuje, a to pech, lato mam czy jesien?
Na fotce mogę wydawać się nie wyspany, ale nie było zle, nic złego w nocy nie robiłem he he, rano fajnie , pusto każdy jeszcze spał, po spacerku wróciłem do chatki, zrobiłem sobie herbatę, coś zjadłem, aż nie chciało mi się ruszać stamtąd, ale cóż trza było, zostawiłem kluczę w drzwiach i o 8 już wyjeżdżałem, trochę zle pojechałem bo zamiast jechać lewym brzegiem jeziora to pojechałem prawym, no ale na jedno wyszło.
Jechałem na Bitov, gdy wyjechałem z lasu, to oczywiście wiało w twarz, a te znaki krzywe to chyba nie od wiatru...... a może? Ciężko mi się jechało z początku, nie byłem jeszcze wjechany w trasę że tak napisze, i tak jechałem do Bitova, a w miasteczku nabrałem sobie wody w studni, dobrze że słonko powoli wychodziło i było cieplej
Znów byłem nad tym samym zalewem, to dopływ rzeki Dyji, raj dla pływaków itd, stanąłem na moście i porobiłem foty
Miałem widok na zamek Cornstejn, data na fotce mi się przestawiła bo byłem w 2015 tam, po chwilowym postoju, opuszczałem powoli zalew, zaczął się lekki podjazd i skałki, wziąłem sobie kawałek na pamiątkę
W połowie podjazdu, jeszcze jedna fotka
Wszedłem nawet na czyjąś posesje, byli tam ludzie, przeprosiłem i wyszedłem, zazdrosciłem im widoku, jadę dalej na Vysocany i na otwarty teren niestety, raj się skończył, dziwnie lato a wiało z północnego zachodu, w Vysocanach nie pojechałem w prawo główna drogą tylko prosto mniej główną do miejscowości..................... Police, okolo 5km od Vysocan, wiało dalej, no ale dojechałem
Tu nie stawałem tylko jechałem na Nemcice, dojechałem tam siłą woli, tak wiało, bo pola były.
Zajechałem do Tourist Info po mapy, które pózniej mi się przydały, pojechałem pózniej do centrum coś zjeść na ławce, trochę posiedziałem i znów walka z wiatrem, teraz kierowałem się na Dacice, skończyło się województwo Vysocina
Postój dłuższy zrobiłem właśnie w Dacicach, najpierw pojechałem do centrum a pózniej do parku na ławkę na jakiś staw, a tam kaczki pływały, jem sobie, a tu idą 2 kaczki, rzucam im i podbiegło następne z 10 i kwaczą, nauczone skubane
Z godzinę tu posiedziałem, musiałem odpocząć od tego wiatru, po godzince mogłem ruszyć daalej, zatrzymałem się jeszcze na chwilę w centrum bo był fajny kościół i budynek
Teraz jechałem na Radlice, mijając ładne krajobrazy i kilka jeziorek i stawów
A przy jednym nawet stanąłem
Jakby to był wieczór to bym się tu rozbił, no ale było po 14tej i jechałem dalej, z żalem, teraz jechałem na miejscowość Hermanec i do głównej drogi, był lekki zjazd i trochę lasu było
W Hermancu nie stawałem dopiero przed Horni Nemcice bo......................... wybiło mi
Oczywiście rok 2015 a nie 2014
A tu widok być może na góry w Austrii w Horni Nemcice, stąd pojechałem do Studeny i na Boretin i Popelin i na Zirovnice i tu przystanałem koło o takiego budynku
Pózniej pojechałem fajna droga na Kamenice nad Lipou, lepszej miejscowości, droga pagórkowata była, do Kamenicy nawet zjazd był, gdy dojechałem fota przy znaku.
Po fotce, pojechałem dalej, minąłem przejazd kolejowy i super serpentynkami pojechałem w dół do fajnego pałacyku wśród stawów, jak w bajce było.
Fajne miejsce, ale robiło się pózno więc długo tu nie zabawiłem, przejechałem przez równie piękny ryneczek, teraz jechałem na Cernovice, najpierw było pagórkowato
A pózniej trochę drzew
Jeszcze trochę wiało, jednak nie tak jak rano, no i byłem już wjechany w trasę, więc mogłem drałować, było też więcej terenów leśnych i raz pod górę a raz z góry,
Piękne tereny, tu jeszcze za szybko na rozbicie namiotu, choć miejsca były jak choćby poniżej....
Dojechałem do Cernovic, pod osłoną lasów, tak lubie podczas wiatrów, miasteczko nawet fajne, ruchu trochę było, tu musiałem na mapę spojrzeć, któredy najbliżej pojechać, postanowiłem że kawałek pojadę główną drogą a pózniej skręce w boczną na miejscowość Obratan, pogoda się zrobiła jak na lato przystało, niebo bezchmurne i ciepło
Przy wyjezdzie z miasteczka, mocny podjazd, no ale dałem radę bo lubie podjazdy, ruch nie aż tak duży, po zjezdzie z głównej, jechałem już boczną drogą, też równą i tu teren pagórkowaty dalej, najpierw pod górę a do Obratan super zjezdzik, suuuper, w wiosce spokój letniego wieczora, był znak nawet na...
za wioską znów muszę wjechać tym razem na krajówkę nr 19- Pelhrimov- Tabor, i też kawałek nią jechałem, pózniej skręciłem znów w boczną droge, pod górę do Prasetina, tu się pytam miejscowych przy barze jak jechać na Mlada Vozice a oni że przez Oblajovice i Vodice, dodam że wtedy nie mialem aplikacji maps.me w telefonie. Robiło się pózno, pojechałem na Bradacov, i myślę gdzie tu namiot rozbic, wkoło pola, kawałek lasów, teren piękny, niedaleko była miejscowość Rodna, z lewej rosło zboże, jeszcze nie duże, w jednym miejscu było lekkie wzniesienie, i je zobaczyłem ,poszedłem tam i patrzyłem czy nie widać mnie z ulicy, było oki no i tu rozbiłem namiot
A cisza jaka tam była! tego nie zapomne nigdy, słychać było żyjątka łażace w zbożu. Nieraz auta przejeżdżały, ale mnie nie widzieli, super było, widziałem domy w Rodnej,ale były oddalone trochę od mojego namiotu, fajnie było widać samoloty, lecące na Pragę, bo do 3 stolicy z moich celów podrózy już blisko. Tu zasnąłem koło 22, i spało mi się wyśmienicie! w porównaniu do Kempu we Vranov i tamtejszym hałasem to tu cud malina, i tak minął dłuuuugi kilometrowo dzień. A nocowałem blisko Parku przyrodniczego

Mój nocleg to ta kropka.
10 dzień wyprawy 29.06.2015 Rodna- Predboj. Główna droga z Pragi. 143km Wstałem najpierw o 3 nad ranem i było jaśniutko, patrzyłem, czy nic nie łazi i poszedłem dalej spać, było zimno brr, wstałem około 7 rano, ubrałem sie, coś zjadlem, szybkie przemycie wodą i pakowanie się no i składanie namiotu, ale to już zrobiłem na asfalcie szybko. Było rześko i niezbyt pogodnie czułem że może padać, do tego szykował się zjazd spory
Musiałem ubrać 2 bluzy i mogłem zjeżdżać do wsi Radvanov , pustki tu, jade dalej, postanowiłem zrobić przerwe we wsi Ustejov na przystanku czyli Zastavce, to był cel w 10 bo zaczęło padać, dobrze że teraz a nie tam w zbożu, dopiero by było. Musiałem poczekać aż przejdzie i ruszyłem na Mlada Vozice, pózniej już cały dzień nie padało, przejechałem wioskę i jechałem w kierunku północno zachodnim, czyli też pod wiatr, droga bez historii,raz pod górę a raz z góry, tak więc już mi zimno nie było, z Mlada Vozice do Slapsko nie dość ze było pod górę to jeszcze pod wiatr, a za Slapsko byłem już w regionie Benesov
Minąłem jeszcze Neustopov i wjechałem na główna drogę e65- na B
enesov, kawałek nią jechałem i postanowiłem na chwilę skręcić na wioski z fajnymi nazwami, najpierw było
Jednak wioska to była mała, ze 4 domki, znów wjechałem na główną drogę i zjazdem zjechałem do miasta Votice, tu zakupy w Lidlu, miedzy innymi po wodę żeby się przemyć, z Vodice, już jechałem na Benesov, dalej główną drogą bo bliżej
Wjechałem do miasta, całkiem sympatycznie, minąłem jakieś muzeum kolejnictwa chyba
Było jeszcze kilka wagonów, obejrzalem je i mostem pojechałem do centrum, ładny ryneczek nawet no i sporo ludzi tu
Zaszedłem do Informacji turystycznej, tradycyjnie, pózniej pojechałem dokupić jedzenia, wydałem chyba 260 koron, po zakupach postanowiłem zapytać gdzie jest zamek Konopiste, bo widziałem w folderze, babka powiedziała że na most trzeba wrocić i prosto. Tak też pojechałem, znów minąłem te wagony, co wcześniej i prawie byłem u celu, jechałem po jakiejś nierównej ścieżce rowerowej i tak dojechałem do Zameckeho parku, tu duży parking z prawej a z lewej pasące się...
Teren zamku i ogrody równie piękne, było tu muzeum javy a niby Harley Davidson jest z Benesova, był też gdzieś niedzwiedz, ale nie widziałem go, za to było co innego
Super tu, wróciłem na dziedziniec i kilka fot zrobiłem
Pogoda się znacznie polepszyła i byłem na krótko ubrany, wreszcie, po fotkach, posiedziałem tu jeszcze, a powietrze było bardzo świeże aż nie chciało mi się stamtąd ruszać, więc posiedziałem dłuższy czas. Z żalem opuszczam to miejsce, nie cofam się do miasta tylko jadę teraz na Tynec nad Sazavou, droga o mniejszym natężeniu ruchu i dobrze, żegnam Benesov oglądając zamek już z daleka
tylko ten wiatr i teren pagórkowaty też, w miejscowości Bukovany stanąłem bo zrobiło się gorąco i musiałem długie galoty ściągnąć, od razu lepiej się jechało, po 2 km dojechałem do Tynca, też fajne miasto, zajechałem do Tourist info, chciałem z neta skorzystać, ale zajęte było, to nabrałem folderów. Kilka fot z miasteczka
Akurat fote wyzej robiłem przy Informacji turystycznej, po chwili zjechałem na dół do sklepu po jakaś wode itd, dużo nie kupywałem, bo rower dosyć cieżki już był, po zakupach kierowałem się w strone Jilove u Prahy, a w Tyńcu było jeszcze to
Kawałek za Tyńcem, stanąłem niedaleko rzeki Sazavy i się umyłem w rzece, ale super było, rower czekał sobie.
Po myciu się, żadnego jeża nie widziałem, więc ruszyłem dalej, za miejscowością były góreczki i malownicze wioski Kamenny Ujezdec i Kamenny Privoz gdzie na chwilę stanąłem za słupem, musiałem się.....ogolić! bo byłem zarośnięty jak... Po tej czynności ruszyłem dalej, jakoś ciężko mi się jechało, przed Jilove u Prahy , też chwila przerwy na przystanku w dzielnicy Kabaty
Posiedziałem tu troszkę bo jakieś miałem ciężkie nogi, zjadłem coś popiłem i pomogło, mogłem ruszyć, dojechałem do Jilove
Minąłem centrum z fajnym ratuszem i pózniej jakieś osiedle z fajnymi widokami
i teraz na miejscowość Liber, gdzie pózniej już miałem zjazdy do Zbraslav, za Liberem widać już było Pragę
Dojechałem do Dolni Brezany, choć mogłem jechać na Okrouhlo i Zvole i do Wełtawy, no ale jadę tak, na szczęście z Dolne Brezany, miałem super zjazd do Zbraslavia
W połowie zjazdu stanąłem przy strumieniu,żeby się ochłodzić, super sprawa, no i pózniej dopiero przerwa przy znaku
No i po chwili poraz 1 ujrzałem Wełtaawę, królową Czeskich rzek, a rok pózniej będe tam skąd wypływa, ale o tym poczytacie w relacji Sumava Tour.
Super sprawa że dotarłem już prawie do 3 stolicy, bo Zbraslav to już Praga, pojechałem do miasta po jakieś zakupy.............u Wietnamczyka, w Czechach ich dostatek, po zakupach, szukałem ścieżki rowerowej do centrum Pragi, a szła ona przy brzegu Wełtawy, zajebista ścieżka, wjechałem na nią z butelką przy kierownicy i zakupami w siatce! Podjechałem na ławkę i tam część skonsumowałem, nawet mleko wypiłem
Fajnie się siedziało i jadło, ale trzeba było jechać, teraz to sama przyjemność, a tu mnóstwo rowerów, rolkarzy i pieszych, raj, trzeba było jednak uważać, jeden zły move tzn ruch i leże, obyło się bez szlifów. Poniżej kilka fot ścieżki aż do miasta
W takich warunkach to ja mogę jechać, super pogoda i fajne miasto, któr od razu mi się spodobało, byłem już w mieście, zauważyłem jakiś taras widokowy, a był to Vysehrad, prowadziła tam brukowana droga, z bagażami, masakra, podprowadziłem trochę, a na górze popas i oglądanie widoków
Zabalowałem tu z pół godzinki, następnie pojechałem na bulwary
Na bulwarze grali muzę reggae, pasowała jak ulał do upału, z bulwaru, pojechalem do centrum, w Pradze mi wybiło
Przejechałem tą bramę widoczną na fotce, też było super, kupiłem tam pamiątki w tym naklejkę z logiem miasta, pózniej podjechałem a nawet podszedlem po schodach, uff ciężko było! pod pałac prezydencki, a tu super widok na miasto!
Byłem nawet pod słynnym kościołem
Robiło się pózno i musiałem popyrkiwać dalej, w sumie mogłem gdzieś poszukać noclegu, jednak wtedy o tym nie pomyślałem, i zjechałem z Hradczan w kierunku Wełtawy i jechałem tak kawałek
Tu już sporo sportowców, takich jak ja czy wy, opuszczałem Wełtawę i kierowałem się na północ na Dablice i Boretovice
Trochę trwało zanim wyjechałem, pytałem jednego gostka to mi wytłumaczył no i powoli opuszczałem Pragę też z żalem
Jeszcze rzutem na taśmę zrobiłem zakupy i jadę w kierunku Neratovic, główną drogą, jednak tego dnia tam nie zajadę, bo skupiam się na szukaniu noclegu pod namiotem, po prawej mam pola a po lewej dalej pola i krzaczory a koło wsi Predpoj szły rury jakieś i tak jadę patrze jest betonowy kloc żeby auta nie wjeżdżały była też trawa wysoka i tam się skitrałem
Myże być tyle klocków. Wieczór spokojny, nawet ruch mi nie przeszkadzał, nawet próbowałem ognicho małe rozpalić, ale drwa były wilgotne. Zasnąłem po 22 i spało się smacznie, samoloty były nisko, wiadomo czemu. 11dzień- Predboj- Zgorzelec- Żarki Wielke- 170km Wstałem po 6 rano, przemyłem się, coś zjadłem, zwinąłem obóz i mogłem ruszać znów, trochę szkoda że nie zostałem w Pradze jeszcze, ale coż, teraz kierunek Neratovice , teraz dodam fotki z data 2014 a byłem w 2015 oczywiście, sorki za niedogodność, w Neratovicach, jeszcze pustawo, pośmigałem po mieście, miasto nawet fajne, tu jeszcze nie robiłem zdjęć, nie chciało mi się he he, zajechałem pod sklep kupić mydło i wodę do picia, a wodę użyłem do umycia się w parku
, z Neratovic pojechałem na Melnik , głowną drogą, ruch tu spory! Do pracy pewnie jechali a ja Wakacje, aha miałem pecha bo przed Melnikiem złapałem kapcia, no i przekroczyłem też most na Łabie. Do Melnika dojechałem już bez awarii
Miasto też mi się spodobało, chyba było zakończenie roku szkolnego, bo wszędzie pełno wystrojonej młodzieży, pojechałem na punky widokowy z widokiem na 2 łączące się rzeki
Po spakowaniu się na ławce i zjedzeniu śniadanka byłem gotowy do jazdy, oj leniwie mi szedł początek jazdy, bo zawsze rozkręcam się po 40km, no ale mus to mus, teraz jechałem na Tulln, mijając wioski o śmiesznych nazwach bo Langenlebarn Unteraigen i Langenlebarn Oberaigen
Tu też spokojna wioska i długo nie zabalowałem i ruszyłem dalej, teraz na Sitzendorf i Roseldorf, czy tylko ja zauważyłem że co wioska to na końcu mają nazwę Dorf? Ciekawe!
Tu zjadłem nie tylko takie frykasy jak na fotce, ale też inne jadła. Po nasiadówce, ruszyłem dalej, miałem 100 metrow do parku Thayatal
Tak tylko z grubsza zajrzałem w okolice zamku i pojechałem dalej, nawet na przystankach czysto i są foldery reklamowe! gdzie u nas takie coś
Na fotce początek podjazdu,no i im dalej tym stromiej, stanąłem raz w połowie podjazdu, za potrzebą, tu nawet ekipa zwodowców z torpedo team z Zielonej góry miałaby problemy z ich mistrzynią, z sakwami jeszcze, szans bym nie widział , było naprawdę stromo,
Polną dróżką dojechałem sobie do Pepikóów znów, dawno mnie nie było, dojechałem do Podmyce i stąd jechałem do Vranov nad Dyji, gdzie jechałem na kemping, gdyż był tam duży zalew Vranovska Prehada, fajnie się jechało, bo było dużo z góry, były też hopki pod górę, ale nie grozne, już miałem 90 pare km w nogach, po paru km dojeżdżam najpierw do zameczku we Vranovie, tu pauza na foto
Miasteczko ładne i tu też duuuużo turystów i jakoś cieplej tu, stanąłem na mostku i obowiązkowe foty, widać było zamek, gdzie byłemJechałem na Bitov, gdy wyjechałem z lasu, to oczywiście wiało w twarz, a te znaki krzywe to chyba nie od wiatru...... a może? Ciężko mi się jechało z początku, nie byłem jeszcze wjechany w trasę że tak napisze, i tak jechałem do Bitova, a w miasteczku nabrałem sobie wody w studni, dobrze że słonko powoli wychodziło i było cieplej
Znów byłem nad tym samym zalewem, to dopływ rzeki Dyji, raj dla pływaków itd, stanąłem na moście i porobiłem foty
Miałem widok na zamek Cornstejn, data na fotce mi się przestawiła bo byłem w 2015 tam, po chwilowym postoju, opuszczałem powoli zalew, zaczął się lekki podjazd i skałki, wziąłem sobie kawałek na pamiątkę W połowie podjazdu, jeszcze jedna fotka
Zajechałem do Tourist Info po mapy, które pózniej mi się przydały, pojechałem pózniej do centrum coś zjeść na ławce, trochę posiedziałem i znów walka z wiatrem, teraz kierowałem się na Dacice, skończyło się województwo Vysocina Postój dłuższy zrobiłem właśnie w Dacicach, najpierw pojechałem do centrum a pózniej do parku na ławkę na jakiś staw, a tam kaczki pływały, jem sobie, a tu idą 2 kaczki, rzucam im i podbiegło następne z 10 i kwaczą, nauczone skubane
Z godzinę tu posiedziałem, musiałem odpocząć od tego wiatru, po godzince mogłem ruszyć daalej, zatrzymałem się jeszcze na chwilę w centrum bo był fajny kościół i budynek
Teraz jechałem na Radlice, mijając ładne krajobrazy i kilka jeziorek i stawów
A przy jednym nawet stanąłem
Jakby to był wieczór to bym się tu rozbił, no ale było po 14tej i jechałem dalej, z żalem, teraz jechałem na miejscowość Hermanec i do głównej drogi, był lekki zjazd i trochę lasu było W Hermancu nie stawałem dopiero przed Horni Nemcice bo......................... wybiło mi Oczywiście rok 2015 a nie 2014 A tu widok być może na góry w Austrii w Horni Nemcice, stąd pojechałem do Studeny i na Boretin i Popelin i na Zirovnice i tu przystanałem koło o takiego budynku
Pózniej pojechałem fajna droga na Kamenice nad Lipou, lepszej miejscowości, droga pagórkowata była, do Kamenicy nawet zjazd był, gdy dojechałem fota przy znaku.
Po fotce, pojechałem dalej, minąłem przejazd kolejowy i super serpentynkami pojechałem w dół do fajnego pałacyku wśród stawów, jak w bajce było.
Dojechałem do Cernovic, pod osłoną lasów, tak lubie podczas wiatrów, miasteczko nawet fajne, ruchu trochę było, tu musiałem na mapę spojrzeć, któredy najbliżej pojechać, postanowiłem że kawałek pojadę główną drogą a pózniej skręce w boczną na miejscowość Obratan, pogoda się zrobiła jak na lato przystało, niebo bezchmurne i ciepłoza wioską znów muszę wjechać tym razem na krajówkę nr 19- Pelhrimov- Tabor, i też kawałek nią jechałem, pózniej skręciłem znów w boczną droge, pod górę do Prasetina, tu się pytam miejscowych przy barze jak jechać na Mlada Vozice a oni że przez Oblajovice i Vodice, dodam że wtedy nie mialem aplikacji maps.me w telefonie. Robiło się pózno, pojechałem na Bradacov, i myślę gdzie tu namiot rozbic, wkoło pola, kawałek lasów, teren piękny, niedaleko była miejscowość Rodna, z lewej rosło zboże, jeszcze nie duże, w jednym miejscu było lekkie wzniesienie, i je zobaczyłem ,poszedłem tam i patrzyłem czy nie widać mnie z ulicy, było oki no i tu rozbiłem namiot

Akurat fote wyzej robiłem przy Informacji turystycznej, po chwili zjechałem na dół do sklepu po jakaś wode itd, dużo nie kupywałem, bo rower dosyć cieżki już był, po zakupach kierowałem się w strone Jilove u Prahy, a w Tyńcu było jeszcze to
W połowie zjazdu stanąłem przy strumieniu,żeby się ochłodzić, super sprawa, no i pózniej dopiero przerwa przy znaku
Super sprawa że dotarłem już prawie do 3 stolicy, bo Zbraslav to już Praga, pojechałem do miasta po jakieś zakupy.............u Wietnamczyka, w Czechach ich dostatek, po zakupach, szukałem ścieżki rowerowej do centrum Pragi, a szła ona przy brzegu Wełtawy, zajebista ścieżka, wjechałem na nią z butelką przy kierownicy i zakupami w siatce! Podjechałem na ławkę i tam część skonsumowałem, nawet mleko wypiłem
W takich warunkach to ja mogę jechać, super pogoda i fajne miasto, któr od razu mi się spodobało, byłem już w mieście, zauważyłem jakiś taras widokowy, a był to Vysehrad, prowadziła tam brukowana droga, z bagażami, masakra, podprowadziłem trochę, a na górze popas i oglądanie widokówPosiedziałem trochę na tym punkcie widokowym bo warto, turystów jeszcze było mało i dobrze nawet, spokój przynajmiej, po jakimś czasie pojechałem do centrum, niedaleko, od tarasu, a w mieście dużo odświętnie ubranej młodzieży, chyba wakacje mają i zakończenie roku szkolnego, bo wszędzie pełno wystrojonej młodzieży, pojechałem na punky widokowy z widokiem na Odpocząłem tu trochę, następnie zajechałem do Kauflandu po jedzenie, bo pózniej wjadę w rejon Kokorińsko, gdzie kauflandow brak! Po zakupach pojechałem do parku, zjeść conieco, czysta woda płynęła w rzece, niczym Kryniczanka
Po wizycie w parku, powoli opuszczam Melnik, za rok tu wrócę i w 2017 też, wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem, wyjazd z miasta to podjazd i fajny widok na miasto
A za miastem już lasy i trochę spokoju od wiatru, w miejscowosci Lhotka przerwa na przystanku, chwilowa, na rozebranie długich galotów
Zjadłem jeszcze jogurta i ruszyłem na Mseno , tu był raj rowerowy, mały ruch, fajne widoczki, jeziorka, skałki
Na zamek Kokorińsko nie jechałem, a Harasov był bliżej niż Kokorin tylko na Harasov, ze stawem i tam zrobiłem przerwe
Tu też odpocząłem trochę, aż nie chciało mi się jechać, oblałem się wodą też, dużo było cienia
A wśród skał ożywczy chłód, na chwile stanąłem przy tablicy, gdzie było wejście na skaly Poklicky, szli tam jacyś Norwegowie, zapieli rowery i poszli, ja nie ryzykowałem zostawienia roweru.
po jakimś czasie dojechałem do Raju, fajnej miejscowości
Był tam masyw skalny a poniżej dom, ja bym się bał tam mieszkać, z Raju jechałem na miejscowość Tuboz i Borejov, okolica przepiękna, kto szuka spokoju i odosobnieni to bardzo polecam, zaczęły się góreczki i asfalt do..... kitu, jednak piękno okolicy rekompensowało wszystko,koło wsi Zdirec, przerwa na mini ambonie
To jedna z ostatnich fot, bo pózniej mi się bateria wyczerpala w aparacie, jeszcze zrobiłem fote przy granicy Krain
Po przerwie minąłem leniwą wioskę Zdirec i jechałem na Doksy, z jeziorem, jednak nie zajezdzalem, tylko do informacji turystycznej pod foldery, z Doksy jechałem na Mimon i Jablonne Podjestedi, szkoda że bateria siadła bo widok na zamek Ralsko rewelacja, w Jablońcu pauza koło kościoła czy bazyliki
Było gorąco, z Jablońca pojechałem główną drogą na Rynoltice, raz był podjazd a raz zjazd i tak w kółko, no ale byłem w powiecie Libereckim to się nie dziwiłem, w pewnym momencie,dziwnie się czułem i musiałem stanąć w lesie, pomogło, chyba udar słoneczny chciał mnie złapać, w Rynolticach pauza na przystanku i pózniej wspinaczka do Horni Sedlo
i mega zjazd do Hradka nad Nysą,ale to była frajda, szkoda że tak krótki zjazd, Polska coraz bliżej! W Hradku już byłem w 2013 roku, zajechałem nad jezioro i ośrodek Kristina, pózniej na chwilę na Niemiecką stronę do Zittau, no i pózniej ruszyłem w stronę Bogaatynie przez Kopaczów,drogi do du.... sam nie wiem po co, no ale pojechałem, koło kopalni odkrywkowej,tu się droga poprawiła, jednak było pod górę i w dół, mega widok, jaka szkoda że nie zrobiłem foty, poniżej fota z google
Na chwilę stanąłem i ruszyłem dalej, bo miałem trochę już w nogach, ponad stówę juz, minąłem Opolno Zdrój i byłem w Bogatynii, tu zakupy w Tesco, wreszcie Polskie jadło! Musiałem coś kupić na kolacje, a co, w Bogatynii też już byłem w 2013 gdy złapał mnie udar słoneczny i odpoczywałem 2 godziny na trasie wylotowej na Zgorzelec, na łące za krzakami,ale o tym poczytacie w innym blogu z 2013. tak więc byłem w Bogatynii, mała mieścina z kopalnią odkrywkową, kasę trzepią, choć stan dróg na to nie wskazuje, jezdzi też dużo autobusów z pracownikami, chyba ze Zgorzelca,Powoli opuszczałem Bogatynię, mijając Elektrownie i na rondzie znów jechałem pod górę na Zgorzelec, z tym podjazdem miałem problemy w 2013, ale teraz lajtowo wjechałem, a widok z tyłu normalnie cud malina! Było widać kopalnie i góry z których zjeżdżałem do Hradka.
A za miastem już lasy i trochę spokoju od wiatru, w miejscowosci Lhotka przerwa na przystanku, chwilowa, na rozebranie długich galotów
To jedna z ostatnich fot, bo pózniej mi się bateria wyczerpala w aparacie, jeszcze zrobiłem fote przy granicy Krain
Było gorąco, z Jablońca pojechałem główną drogą na Rynoltice, raz był podjazd a raz zjazd i tak w kółko, no ale byłem w powiecie Libereckim to się nie dziwiłem, w pewnym momencie,dziwnie się czułem i musiałem stanąć w lesie, pomogło, chyba udar słoneczny chciał mnie złapać, w Rynolticach pauza na przystanku i pózniej wspinaczka do Horni Sedlo














































































































































































































































































































































































































































































































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz